niedziela, 23 czerwca 2013

Rozdział 4 "Panna bujam w obłokach"

 Krótki,bo krótki. Ale jest ;)  ______________________________________________________________________
     Kiedy wyszliśmy już poza teren mojego podwórka, coś mi się przypomniało.
     Chłopaki, poczekajcie chwilę! – krzyknęłam do nich i wróciłam do domu. Wbiegłam do pokoju, chwyciłam małą, czarną torebkę i po chwili stałam już przy chłopakach. – Możemy iść – powiedziałam i szeroko się uśmiechnęłam. 
     Memories znajdował się kilka ulic dalej, więc postanowiliśmy pojechać tramwajem. Usiedliśmy na przystanku i czekaliśmy na transport. Po pięciu minutach przyjechał. Jak na tę godzinę, to było bardzo tłoczno. Wszystkie miejsca siedzące były pozajmowane, więc stanęliśmy przy oknie, trzymając się żółtej, poobdzieranej rury. W powietrzu unosił się odór alkoholu. Rozejrzałam się i dostrzegłam kawałek dalej dwóch starszych panów. Siedzieli koło siebie i co chwilę popijali piwo. Westchnęłam i przytrzymałam się mocniej rury, by nie stracić równowagi. Błądziłam wzrokiem, nie wiedząc co robić. Po chwili w oczy rzuciły mi się białe, męskie adidasy, które zdobił niebieski znaczek Nike. Zaczęłam podążać wzrokiem wyżej. Ciemne jeansy rurki, granatowa koszulka, a na niej niebiesko-żółta koszula w kratę. Z ciekawością spojrzałam wyżej. Pełne usta, wykrzywione teraz w uroczym uśmiechu, zgrabny nos, krótko przystrzyżone jasnobrązowe włosy, w tej chwili potraktowane żelem i duże oczy w kolorze szmaragdu, które właśnie patrzyły w moją stronę… Zaraz. Jak to, w moją stronę? Spojrzałam jeszcze raz na chłopaka i nasze spojrzenia się spotkały. Musiał zauważyć, że mu się przyglądam, bo posłał mi szelmowski uśmiech. Zarumieniłam się lekko, ale odwzajemniłam gest. Patrzyliśmy się tak na siebie przez chwilę, gdy nagle czyjaś dłoń zaczęła mi machać przed oczami.
      - Ej, panno bujam w obłokach. Wysiadka – powiedział Lysander łapiąc mnie za rękę i ciągnąc w stronę wyjścia.
      Po dobrych dziesięciu minutach doszliśmy do klubu. W koło panoszyło się wiele osób, na oko od szesnastu do dwudziestu kilku lat. Kastiel szturchnął Lysandra w ramię i wskazał na mnie głową, białowłosy przytaknął i zbliżył się do mnie.
      - Teraz trzymaj się blisko nas, Yuuks – powiedział i złapał mnie pod ramię.
      - Yuuks? Lys, ty w ogóle pamiętasz jeszcze, jak ja mam na imię? – jęknęłam, a w odpowiedzi chłopak posłał mi szeroki uśmiech, pokazując tym samym szereg białych i równych zębów. – Dlaczego nie wchodzimy? – zapytałam i kurczowo uczepiłam się ramienia białowłosego, gdyż wokół nas niespodziewanie pojawił się tłum przepychających się ludzi.
      - Do Memoriesa wpuszczają grupkami, żeby przypadkiem ktoś bez biletu się nie wkradł – odpowiedział Lys i zaczął się rozglądać.
      - A my mamy bilety? – Nie ma to jak bardzo inteligentne pytanie.
      - Zawsze i wszędzie – odparł i puścił mi oczko. Po chwili podniósł rękę od góry, pokazując gdzie jesteśmy. Podążyłam za jego wzrokiem i dostrzegłam Kastiela, zbliżającego się w naszą stronę. Nawet nie zauważyłam kiedy się od nas oddalił.
      - Chodźmy – powiedział Kas i zaczął przepychać się przez tłum do wejścia, uderzając co niektórych „przypadkowo” łokciem, by zrobili miejsce. Posłusznie razem z Lysem podążyliśmy za czerwonowłosym.      Gdy przekroczyliśmy próg, puściłam ramię białowłosego. Szliśmy korytarzem, który oświetlany był milionem niebieskich, małych żaróweczek umieszczonych w ścianach. Mimo, że było ich tak dużo, wszystko wydawało się, jakby było za mgłą. Kiedy wyszliśmy z korytarza, oślepił mnie blask kolorowych świateł. Rozejrzałam się dookoła oniemiała z zachwytu.
      Naprzeciwko mnie widniała ogromna scena na podwyższeniu, a obok niej, po lewej stronie DJ ze swoim sprzętem. Natomiast po prawej stronie znajdowały się czerwone kanapy ze stolikami. Tuż przy wejściu stał wielki bar, oblężony w tej chwili gromadą przekrzykujących się ludzi. Po drugiej stronie wejścia wiły się kręcony schody. Na środku oczywiście, znajdował się przestronny parkiet do tańczenia, zajęty w połowie przez osoby wyginające się w różnoraki sposób.
      - Zamknij buzię, piegusie. – Kastiel klepnął mnie w ramię i obdarzył złośliwym uśmieszkiem. Pokazałam mu język, udając oburzoną. Zaśmiał się, a po chwili wszyscy troje ruszyliśmy w stronę kanap.

3 komentarze:

  1. Twoje opowiadanie jest fajne ,ale niektóry fragmenty są ściągnięte z działu Fan Fictions :Opowiadania Indywidualne w grze Słodki Flirt. Jeśli jesteś użytkowniczka, która wstawiła to właśnie opowiadanie do działu Fan fictions to ok. Ale jeśli nie według mnie nie powinnaś ściągać od innych. Samo opowiadanie jest naprawdę fajne i chociaż dopiero co znalazłam tego bloga bardzo mi się spodobał. Poważnych błędów ortograficznych ani stylistycznych nie widzę, ale zwróciłam uwagę na szczegol, który dla jednych może być mało istotny, zaś dla drugich: bardzo. Ja zdecydowanie zaliczam się do drugiej grupy. Mianowicie szczegół godzi o słowo "chłopacy", które prawidłowo brzmi "chłopcy" lub przynajmniej "chłopaki" choć ta druga wersja też nie brzmi za dobrze.
    Mam nadzieje ze pomogłam, Weny.

    OdpowiedzUsuń
  2. Dziś znalazłam twoje opowiadanie i bardzo mi się podoba :)
    Czekam na następny rozdział ^_^
    Pozdrawiam :>

    OdpowiedzUsuń
  3. Hej, kochana ty moja! Rozdział jest po prostu świetny! :* Kiedy pojawi się nowy? Już nie mogę się doczekać :)
    Ściskam mocno,
    Pozdrawiam! :)

    OdpowiedzUsuń