____________________________________________________________
Rozsiadłam
się wygodnie na skórzanej, czerwonej sofie. Kastiel usiadł po
mojej prawej stronie, a Lysander po lewej. W tle leciała jakaś
nieznana mi, skoczna piosenka. Było gorąco. Żałowałam w tym
momencie, że nie ubrałam jakiejś koszulki na ramiączkach. Ale
chcąc, nie chcąc ślad jaki zostawił na moim ramieniu Jasper,
uniemożliwiał mi to.
Białowłosy
poszedł do baru, by zamówić dla nas drinki, na rozluźnienie.
Rozejrzałam się po pomieszczeniu i dostrzegłam bardzo dobrze mi
znaną, damską sylwetkę. Dziewczyna zmierzała w moją stronę
pewnym krokiem i z szerokim uśmiechem. Wstałam energicznie i
podbiegłam do niej, rzucając się w ramiona.
-
Ad! – krzyknęłam i przytuliłam ją.
-
Cześć, Kotuś – odpowiedziała, odwzajemniając uścisk.
Adriana
jest szaloną, a zarazem nieśmiałą dziewczyną. Wrażliwą, ale
szczerą do bólu. Zawsze mówi to, co myśli i dlatego czasami
uważana jest za bezczelną. Ludzie oczekują od siebie szczerości,
ale gdy już ją otrzymają i nie jest ona zgodna z ich
przypuszczeniami, chowają głowę w piasek, obrażając się.
Irytujące.
Ad
jest dla mnie kimś więcej niż przyjaciółką. Jest moją bratnią
duszą. Potrafi mnie pocieszyć i wesprzeć jak nikt inny. Zawsze
jest przy mnie, gdy tego potrzebuję. Stanowi część mnie, część
mojego serca i nikt, ani nic tego nie zmieni. Mimo, że nie jesteśmy
spokrewnione, kocham ją jak rodzoną siostrę.
Poznałyśmy
się na rozpoczęciu roku szkolnego w pierwszej klasie liceum, gdyż
trafiłyśmy do tej samej klasy. Już wtedy czułyśmy, że
zostaniemy najlepszymi przyjaciółkami. Niestety, teraz zostałyśmy
rozdzielone, ale nie wywarło to większego wpływu na naszą
przyjaźń.
Adriana
jest szatynką o pięknych, dużych brązowych oczach, które
otoczone są gęstymi rzęsami. Dosyć długie, falowane włosy
spływają kaskadą na ramiona. Ubrana teraz w czerwoną, dopasowaną
sukienkę przed kolano, czarny sweterek oraz tego samego koloru
szpilki. Jej wygląd sprawia, że większa część płci męskiej
nie może oderwać od niej wzroku.
-
Miałaś wrócić dopiero w niedzielę – powiedziałam do niej z
lekkim wyrzutem.
-
Wieem. Jak zwykle „kochany” tatuś dostał telefon od szefa i bez
zastanowienia kazał pakować nam walizki, oznajmiając że wracamy –
skrzyżowała ręce pod piersiami i zacisnęła usta w wąską
linijkę.
-
Daj spokój. Przecież wiesz, że taką ma pracę. Ale to nie
wyjaśnia, czemu nic mi nie powiedziałaś. Mogłaś wysłać chociaż
esa.
-
Chciałam ci zrobić niespodziankę, nie cieszysz się? – spytała,
robiąc teatralnie smutną minę.
-
Oczywiście, że się cieszę, głupia – odparłam i ponownie ją
przytuliłam. Po chwili wolnym krokiem ruszyłyśmy, by usiąść
przy naszym stoliku. – Tak poza tym, to skąd wiedziałaś, że tu
będę? – Adriana wskazała głową w stronę baru, skąd szedł
białowłosy z szerokim uśmiechem na ustach. I wszystko jasne. Ta
wredna małpa wiedziała o wszystkim i nie pisnęła ani słowa.
-
Spiskowaliście za moimi plecami, podłe kreatury. – Adriana
posłała mi tylko piękny uśmiech mówiący „Też Cię kocham”
i poszła przywitać się z chłopakami.
Siedzieliśmy
tak rozmawiając i śmiejąc się. Po chwili zjawił się obok nas
kelner z zamówieniem. Spojrzałam na szklankę, która została
przede mną postawiona i na następną, która stała na środku
stolika.
-
Przepraszam – odezwałam się do kelnera. – Zamawiałam tylko
drinka California Driver, a nie tego tu.. – wskazałam na
bursztynowo-brązowy płyn.
-
To Jack & Coke. Nowość, a już cieszy się popularnością.
Tamten pan przy barze kazał przekazać, że to na jego koszt.
-
Dobrze, dziękuję – powiedziałam i powiodłam wzrokiem w stronę
baru.
Jasnobrązowe
włosy, uroczy uśmiech.. To
przecież ten chłopak z tramwaju!
Patrzył na mnie. Uniósł swoją szklankę z tym samym płynem,
lekko przechylając w moją stronę. Zrobiłam to samo. Wyglądało
tak, jakbyśmy stuknęli się szklankami na odległość. Następnie
upiliśmy mały łyk naszych drinków i uśmiechnęliśmy się do
siebie. Musiałam przyznać, że Jack & Coke było całkiem
niezłe.
-
Mhrr, jakie ciacho – usłyszałam głos Ad tuż przy swoim uchu. –
Kto to jest? Skąd go znasz? – pytała.
-
Widziałam go dzisiaj w tramwaju. Nie mam zielonego pojęcia kto to
jest – odpowiedziałam, wciąż uśmiechając się do nieznajomego.
-
Chyba wpadłaś mu w oko – spojrzałam na nią wzrokiem typu „O.o”.
– No co? Bierz się za niego, póki masz szansę. Zobacz na te
spojrzenia pełne pożądania, które posyłają w jego stronę inne
laski.
Westchnęłam.
-
Niestety mam chłopaka, zapomniałaś? – powiedziałam i znów
spojrzałam w stronę baru, ale brązowowłosego już tam nie było.
Rozczarowana rozejrzałam się wkoło i na mojej tworzy pojawił się
szeroki uśmiech, gdy znów go dostrzegłam. W dodatku idącego w
moją stronę.
-
Dziewczyna nie ściana, Kotuś – zdążyła szepnąć mi na ucho
przyjaciółka, zanim nieznajomy do nas podszedł. Szturchnęłam ją
łokciem w rękę i usłyszałam cichy śmiech.
-
Mogę prosić? – zapytał, lekko się kłaniając i wystawiając
dłoń w moją stronę. Uniosłam głowę i spojrzałam w jego
piękne, wesołe szmaragdowe oczy. Już miałam podać mu moją rękę
i wstać, gdy Adriana złapała mnie za ramię z drugiej strony i
pociągnęła za sobą, krzycząc do chłopaka „Momencik”.
Zaciągnęła mnie do damskiej toalety, wpychając tam i w ogóle nie
przejmując się ludźmi, którzy dziwnie się na nas patrzyli.
-
Co ty odwalasz? – spytałam, posyłając jej nic nie rozumiejące
spojrzenie.
-
Co JA odwalam? – skrzyżowała ręce pod piersiami. - Czy ja
zawsze muszę za ciebie myśleć? - Adriana ściągnęła swoje
szpilki i podeszła do mnie. – No już, ściągaj te buciory.
-
Ale..
-
Nie ma żadnego „ale”. – powiedziała i pokiwała mi przed
nosem wskazującym palcem. Posłusznie zrobiłam o co „poprosiła”
przyjaciółka i już po chwili stałam w jej szpilkach, dalej nic
nie rozumiejąc. – No nie patrz tak na mnie, jakbym ci brata
kiełbasą zamordowała. Każda dziewczyna – spojrzała na mnie. –
no prawie każda wie, że w szpilkach tyłek jest seksowniejszy –
wyszczerzyła się. Otworzyłam usta, by coś powiedzieć, ale
przerwała mi. – Podziękujesz później – odparła, zakładając
moje trampki. Uśmiechnęłam się do niej i razem ruszyłyśmy w
stronę chłopaków.
Widok,
który zastałam tak mnie rozbawił, że ledwo co powstrzymałam się,
by nie wybuchnąć śmiechem. Piękny nieznajomy siedział
wyprostowany na moim wcześniejszym miejscu i rozglądał się wkoło,
udając, że nie widzi Kastiela i Lysandra. Natomiast czerwonowłosy
piorunował go wzrokiem, co chwilę sącząc swój napój. Lysander
poszedł chyba w jego ślady, bo podpierał głowę na dłoniach i ze
zmarszczonymi brwiami przyglądał się brązowowłosemu.
-
Uratuj tego przystojniaka, bo przecież te potwory zabiją go
wzrokiem – powiedziała Ad i popchnęła mnie lekko w stronę
nieznajomego. Gdy mnie zauważył od razu wstał, a jego twarz
ewidentnie się rozpromieniła.