Krótki,bo krótki. Ale jest ;) ______________________________________________________________________
Kiedy
wyszliśmy już poza teren mojego podwórka, coś mi się
przypomniało.
Chłopaki, poczekajcie chwilę! – krzyknęłam do nich i wróciłam
do domu. Wbiegłam do pokoju, chwyciłam małą, czarną torebkę i
po chwili stałam już przy chłopakach. – Możemy iść –
powiedziałam i szeroko się uśmiechnęłam.
Memories
znajdował się kilka ulic dalej, więc postanowiliśmy pojechać
tramwajem. Usiedliśmy na przystanku i czekaliśmy na transport. Po
pięciu minutach przyjechał. Jak na tę godzinę, to było bardzo
tłoczno. Wszystkie miejsca siedzące były pozajmowane, więc
stanęliśmy przy oknie, trzymając się żółtej, poobdzieranej
rury. W powietrzu unosił się odór alkoholu. Rozejrzałam się i
dostrzegłam kawałek dalej dwóch starszych panów. Siedzieli koło
siebie i co chwilę popijali piwo. Westchnęłam i przytrzymałam się
mocniej rury, by nie stracić równowagi. Błądziłam wzrokiem, nie
wiedząc co robić. Po chwili w oczy rzuciły mi się białe, męskie
adidasy, które zdobił niebieski znaczek Nike. Zaczęłam podążać
wzrokiem wyżej. Ciemne jeansy rurki, granatowa koszulka, a na niej
niebiesko-żółta koszula w kratę. Z ciekawością spojrzałam
wyżej. Pełne usta, wykrzywione teraz w uroczym uśmiechu, zgrabny
nos, krótko przystrzyżone jasnobrązowe włosy, w tej chwili
potraktowane żelem i duże oczy w kolorze szmaragdu, które właśnie
patrzyły w moją stronę… Zaraz. Jak to, w moją stronę?
Spojrzałam jeszcze raz na chłopaka i nasze spojrzenia się
spotkały. Musiał zauważyć, że mu się przyglądam, bo posłał
mi szelmowski uśmiech. Zarumieniłam się lekko, ale odwzajemniłam
gest. Patrzyliśmy się tak na siebie przez chwilę, gdy nagle czyjaś
dłoń zaczęła mi machać przed oczami.
-
Ej, panno bujam w obłokach. Wysiadka – powiedział Lysander łapiąc
mnie za rękę i ciągnąc w stronę wyjścia.
Po
dobrych dziesięciu minutach doszliśmy do klubu. W koło panoszyło
się wiele osób, na oko od szesnastu do dwudziestu kilku lat.
Kastiel szturchnął Lysandra w ramię i wskazał na mnie głową,
białowłosy przytaknął i zbliżył się do mnie.
-
Teraz trzymaj się blisko nas, Yuuks – powiedział i złapał mnie
pod ramię.
-
Yuuks? Lys, ty w ogóle pamiętasz jeszcze, jak ja mam na imię? –
jęknęłam, a w odpowiedzi chłopak posłał mi szeroki uśmiech,
pokazując tym samym szereg białych i równych zębów. – Dlaczego
nie wchodzimy? – zapytałam i kurczowo uczepiłam się ramienia
białowłosego, gdyż wokół nas niespodziewanie pojawił się tłum
przepychających się ludzi.
-
Do Memoriesa wpuszczają grupkami, żeby przypadkiem ktoś bez biletu
się nie wkradł – odpowiedział Lys i zaczął się rozglądać.
-
A my mamy bilety? – Nie ma to jak bardzo inteligentne pytanie.
-
Zawsze i wszędzie – odparł i puścił mi oczko. Po chwili
podniósł rękę od góry, pokazując gdzie jesteśmy. Podążyłam
za jego wzrokiem i dostrzegłam Kastiela, zbliżającego się w naszą
stronę. Nawet nie zauważyłam kiedy się od nas oddalił.
-
Chodźmy – powiedział Kas i zaczął przepychać się przez tłum
do wejścia, uderzając co niektórych „przypadkowo” łokciem, by
zrobili miejsce. Posłusznie razem z Lysem podążyliśmy za
czerwonowłosym. Gdy przekroczyliśmy próg, puściłam ramię
białowłosego. Szliśmy korytarzem, który oświetlany był milionem
niebieskich, małych żaróweczek umieszczonych w ścianach. Mimo, że
było ich tak dużo, wszystko wydawało się, jakby było za mgłą.
Kiedy wyszliśmy z korytarza, oślepił mnie blask kolorowych
świateł. Rozejrzałam się dookoła oniemiała z zachwytu.
Naprzeciwko
mnie widniała ogromna scena na podwyższeniu, a obok niej, po lewej
stronie DJ ze swoim sprzętem. Natomiast po prawej stronie znajdowały
się czerwone kanapy ze stolikami. Tuż przy wejściu stał wielki
bar, oblężony w tej chwili gromadą przekrzykujących się ludzi.
Po drugiej stronie wejścia wiły się kręcony schody. Na środku
oczywiście, znajdował się przestronny parkiet do tańczenia,
zajęty w połowie przez osoby wyginające się w różnoraki sposób.
-
Zamknij buzię, piegusie. – Kastiel klepnął mnie w ramię i
obdarzył złośliwym uśmieszkiem. Pokazałam mu język, udając
oburzoną. Zaśmiał się, a po chwili wszyscy troje ruszyliśmy w
stronę kanap.