- Jestem! –
krzyknęłam, przekraczając próg domu i wdychając aromat smażonej
cebuli. Nie usłyszałam żadnej odpowiedzi. Weszłam do kuchni,
podeszłam do stołu i wzięłam białą kartkę, czytając:
Poszedłem po Tami. Obiecałem, że zabiorę ją na plac zabaw.
Będziemy później, niż zawsze. Obiad jest gotowy, wystarczy, że
sobie odgrzejesz. / J. Westchnęłam. Więc jestem sama w domu.
Niewiele myśląc
poszłam do swojego pokoju i rzuciłam szkolną torbę pod biurko.
Rozebrałam się i owinęłam w ręcznik, po czym udałam się do
łazienki. Postanowiłam, że najpierw się wykąpie, a potem zjem,
bo jak przyjdą chłopacy to wolałabym nie zostawiać ich samych.
Nie wiadomo jakie pomysły mogłyby chodzić im po głowach.
Zdjęłam z siebie
ręcznik i zawiesiłam go na wieszaku. Spojrzałam w lustro i
dostrzegłam cztery sine kropki na moim ramieniu. Skrzywiłam się.
To pewnie palce Jaspera. Potrząsnęłam głową, by uwolnić myśli
od niego, po czym weszłam do kabiny prysznicowej. Odkręciłam kurek
z ciepłą wodą i westchnęłam ciężko, relaksując się gorącymi
kropelkami, które spływały po moim ciele. Następnie naniosłam na
siebie płyn do kąpieli, pozwalając by zapach wanilii rozniósł
się po całym pomieszczeniu. Po chwili opłukałam się i wlałam na
rękę trochę truskawkowego szamponu. Nałożyłam go na włosy i
zaczęłam delikatnie wmasowywać gęstą ciecz. Zamknęłam oczy
odprężając wszystkie mięśnie.
Po skończonej
kąpieli, owinęłam się z powrotem ręcznikiem i pomaszerowałam do
pokoju. Wytarłam ciało i włosy, a następnie zaczęłam szukać
odpowiednich ciuchów. Po długich namysłach założyłam jednolitą
szmaragdową koszulkę z rękawami do łokci i jasnoniebieskie
jeansy. Przeczesałam włosy szczotką i zostawiłam je rozpuszczone,
by wyschły. Idąc do kuchni usłyszałam dzwonek do drzwi. Zerknęłam
na zegarek. No tak, osiemnasta, chłopacy już przyszli.
Otworzyłam drzwi,
Lysander przytulił mnie na powitanie, a Kastiel uśmiechnął się
złośliwie. Zaprosiłam ich gestem do kuchni.
- Co miałaś na
obiad? – zapytał bez skrupułów białowłosy, buszując po
szafkach.
- Jeszcze nie wiem,
dopiero zamierzałam go zjeść – odpowiedziałam. Podeszłam do
mikrofali i wyjęłam kotlety. – Macie ochotę? – spytałam,
spoglądając na nich.
- Jeszcze pytasz –
odparł Lys z szerokim uśmiechem i zaczął wyciągać z szafki
talerze. Przesiaduje u mnie tyle czasu, że czuje się tu już jak w
domu. – Gdzie Jun i Tami?
- Poszli na plac
zabaw, niedługo powinni wrócić – powiedziałam, wkładając
pierwszą porcję do mikrofali. Oczywiście tą największą dla
Lysandra. Kiedy już się ugrzało, włożyłam następną porcję, a
potem kolejną. Siedzieliśmy przy stole zajadając się. Lys
pochłaniał swoje jedzenie w błyskawicznym tempie, opowiadając
jakieś głupoty, za co od czasu do czasu obrywał uderzeniem w ramię
od Kastiela.
W momencie, w
którym zjedliśmy, drzwi wejściowe się otworzyły. Po chwili do
kuchni wbiegła Tami, a tuż za nią wszedł Jun. Dziewczynka
przytuliła się do mnie, a potem nic nie mówiąc przybiła z
białowłosym słynnego żółwika. Jun pocałował mnie w policzek i
poczochrał włosy, po czym uścisnął rękę obu chłopaków.
Tamiko stanęła przy mnie obserwując czerwonowłosego, który
podobnie jak Lysander wstał od stołu.
- Kim jesteś? –
spytała, dotykając palcem wskazującym nogi Kastiela.
- To zły kosmita,
który kradnie dzieciom cukierki – odezwał się Lysander.
- Nie wszyscy są
tacy jak Ty – powiedziała Tami, posyłając białowłosemu
niezadowolone spojrzenie. Parsknęliśmy śmiechem. Czerwonowłosy
kucnął, opierając ręce na swoich kolanach.
- Jestem Kastiel –
powiedział spokojnym tonem i uśmiechnął się do niej. Nie jakoś
złośliwie, czy arogancko. To był miły i szczery uśmiech, którego
nigdy wcześniej nie widziałam. Oczarował ją chyba, bo
odwzajemniła uśmiech, lekko speszona i pobiegła do salonu. Kastiel
podniósł się i spojrzał na mnie pytająco. Wyszczerzyłam się do
niego i skierowałam do mojego pokoju. Oczywiście chłopacy ruszyli
od razu za mną.
Lysander bez
zastanowienia rzucił się na łóżko, a Kastiel usiadł na
parapecie, rozglądając się po pomieszczeniu. Wciągnęłam
prostownicę z szuflady i podłączyłam ją do prądu. Odwróciłam
się w stronę białowłosego, który posłał mi spojrzenie pełne
zdziwienia.
- Z tego co wiem,
prostownicą się prostuje włosy – powiedział marszcząc brwi.
- Serio? –
sarknęłam.
- Przecież Ty masz
te włosy proste jak drut.
- Brawo, punkt za
spostrzegawczość – powiedziałam do niego i uniosłam kciuki do
góry. Lysander przyglądał się mi, jakbym była chora psychicznie.
Zaśmiałam się, a następnie wzięłam kosmyk włosów i zwinnym
ruchem prostownicy zakręciłam go od połowy w dół. Białowłosy
otworzył szerzej oczy i podszedł, nadal przyglądając się moim
poczynaniom. Zrobiłam to samo z drugim kosmykiem i kolejnym.
- Mogę spróbować?
– spytał się.
- Nie, spalisz mi
włosy – jęknęłam.
- Proszę, będę
uważał – zrobił minę szczeniaczka i nie potrafiłam mu odmówić.
Wręczyłam Lysowi prostownicę i nagle usłyszałam jakąś piosnkę.
Obejrzałam się za siebie i okazało się, że to Kastiel włączył
muzykę na Lavim*. Posłałam mu gniewne spojrzenie, za to że rusza
moje rzeczy bez pytania, ale on tylko wzruszył ramionami.
Westchnęłam zrezygnowana i wytłumaczyłam jeszcze raz Lysandrowi
jak zrobić loki. O dziwo, szło mu całkiem sprawnie i po
trzydziestu minutach miałam już kręcone włosy.
- Już? Koniec? –
spytał ze smutkiem. Skinęłam twierdząco, a potem wskazałam głową
na czerwonowłosego. – Kas, Kastiel, Kastieluś… - zaczął Lys,
teatralnie zamykając i otwierając szczypce prostownicy.
- Wybij to sobie z
głowy, Lysuś – warknął, a na jego twarzy pojawił się grymas.
- No proszę,
zrobię Cię na bóstwo – powiedział białowłosy, posyłając
Kastielowi błagające spojrzenie.
- Już całkiem Cię
pojebało – odpowiedział Kas, kładąc się na moim łóżku.
Zaśmiałam się i zabrałam Lysandrowi urządzenie, po czym
zaniosłam je do szafy. Wracając, wzięłam z półki kosmetyczkę i
stanęłam przed wąskim, wysokim lustrem, które znajdowało się na
ścianie, zaraz obok drzwi.
Nałożyłam na
twarz trochę fluidu matującego, zrobiłam kreski eyelinerem i
wytuszowałam rzęsy, a następnie nałożyłam trochę pudru na
policzki.
- Po co się tak
stroisz? – usłyszałam zniecierpliwiony głos Kastiela.
- Jak to, po co? –
zdziwiłam się. – Przecież w Memoriesie będą pewnie jakieś
ciacha – odpowiedziałam, posyłając mu szeroki uśmiech.
Prychnął.
- Nie zapędzaj się
tak, kochaniutka. To, że idziesz z nami do czegoś cię zobowiązuje
– powiedział Lys, lustrując mnie wzrokiem.
- Tak, tak.
Oczywiście – poklepałam go po plecach i stanęłam w drzwiach. –
To co, idziemy?
- Wreszcie –
westchnął białowłosy, łapiąc mnie z rękę i ciągnąc na
korytarz. Kastiel szedł za nami, powłócząc nogami. Włożyłam
trampki i wychodząc z domu, krzyknęłam do Jun’a, że wrócę
późno i żeby nie czekał na mnie z kolacją.
*Lavi - laptop Arivle, jakby ktoś nie pamiętał ;)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz