poniedziałek, 17 czerwca 2013

Rozdział 3 "Zły kosmita, prostownica i te włosy jak drut"

- Jestem! – krzyknęłam, przekraczając próg domu i wdychając aromat smażonej cebuli. Nie usłyszałam żadnej odpowiedzi. Weszłam do kuchni, podeszłam do stołu i wzięłam białą kartkę, czytając: Poszedłem po Tami. Obiecałem, że zabiorę ją na plac zabaw. Będziemy później, niż zawsze. Obiad jest gotowy, wystarczy, że sobie odgrzejesz. / J. Westchnęłam. Więc jestem sama w domu.
Niewiele myśląc poszłam do swojego pokoju i rzuciłam szkolną torbę pod biurko. Rozebrałam się i owinęłam w ręcznik, po czym udałam się do łazienki. Postanowiłam, że najpierw się wykąpie, a potem zjem, bo jak przyjdą chłopacy to wolałabym nie zostawiać ich samych. Nie wiadomo jakie pomysły mogłyby chodzić im po głowach.
      Zdjęłam z siebie ręcznik i zawiesiłam go na wieszaku. Spojrzałam w lustro i dostrzegłam cztery sine kropki na moim ramieniu. Skrzywiłam się. To pewnie palce Jaspera. Potrząsnęłam głową, by uwolnić myśli od niego, po czym weszłam do kabiny prysznicowej. Odkręciłam kurek z ciepłą wodą i westchnęłam ciężko, relaksując się gorącymi kropelkami, które spływały po moim ciele. Następnie naniosłam na siebie płyn do kąpieli, pozwalając by zapach wanilii rozniósł się po całym pomieszczeniu. Po chwili opłukałam się i wlałam na rękę trochę truskawkowego szamponu. Nałożyłam go na włosy i zaczęłam delikatnie wmasowywać gęstą ciecz. Zamknęłam oczy odprężając wszystkie mięśnie.
      Po skończonej kąpieli, owinęłam się z powrotem ręcznikiem i pomaszerowałam do pokoju. Wytarłam ciało i włosy, a następnie zaczęłam szukać odpowiednich ciuchów. Po długich namysłach założyłam jednolitą szmaragdową koszulkę z rękawami do łokci i jasnoniebieskie jeansy. Przeczesałam włosy szczotką i zostawiłam je rozpuszczone, by wyschły. Idąc do kuchni usłyszałam dzwonek do drzwi. Zerknęłam na zegarek. No tak, osiemnasta, chłopacy już przyszli.
      Otworzyłam drzwi, Lysander przytulił mnie na powitanie, a Kastiel uśmiechnął się złośliwie. Zaprosiłam ich gestem do kuchni.
      - Co miałaś na obiad? – zapytał bez skrupułów białowłosy, buszując po szafkach.
      - Jeszcze nie wiem, dopiero zamierzałam go zjeść – odpowiedziałam. Podeszłam do mikrofali i wyjęłam kotlety. – Macie ochotę? – spytałam, spoglądając na nich.
      - Jeszcze pytasz – odparł Lys z szerokim uśmiechem i zaczął wyciągać z szafki talerze. Przesiaduje u mnie tyle czasu, że czuje się tu już jak w domu. – Gdzie Jun i Tami?
      - Poszli na plac zabaw, niedługo powinni wrócić – powiedziałam, wkładając pierwszą porcję do mikrofali. Oczywiście tą największą dla Lysandra. Kiedy już się ugrzało, włożyłam następną porcję, a potem kolejną. Siedzieliśmy przy stole zajadając się. Lys pochłaniał swoje jedzenie w błyskawicznym tempie, opowiadając jakieś głupoty, za co od czasu do czasu obrywał uderzeniem w ramię od Kastiela.
      W momencie, w którym zjedliśmy, drzwi wejściowe się otworzyły. Po chwili do kuchni wbiegła Tami, a tuż za nią wszedł Jun. Dziewczynka przytuliła się do mnie, a potem nic nie mówiąc przybiła z białowłosym słynnego żółwika. Jun pocałował mnie w policzek i poczochrał włosy, po czym uścisnął rękę obu chłopaków. Tamiko stanęła przy mnie obserwując czerwonowłosego, który podobnie jak Lysander wstał od stołu.
      - Kim jesteś? – spytała, dotykając palcem wskazującym nogi Kastiela.
      - To zły kosmita, który kradnie dzieciom cukierki – odezwał się Lysander.
      - Nie wszyscy są tacy jak Ty – powiedziała Tami, posyłając białowłosemu niezadowolone spojrzenie. Parsknęliśmy śmiechem. Czerwonowłosy kucnął, opierając ręce na swoich kolanach.
      - Jestem Kastiel – powiedział spokojnym tonem i uśmiechnął się do niej. Nie jakoś złośliwie, czy arogancko. To był miły i szczery uśmiech, którego nigdy wcześniej nie widziałam. Oczarował ją chyba, bo odwzajemniła uśmiech, lekko speszona i pobiegła do salonu. Kastiel podniósł się i spojrzał na mnie pytająco. Wyszczerzyłam się do niego i skierowałam do mojego pokoju. Oczywiście chłopacy ruszyli od razu za mną.
      Lysander bez zastanowienia rzucił się na łóżko, a Kastiel usiadł na parapecie, rozglądając się po pomieszczeniu. Wciągnęłam prostownicę z szuflady i podłączyłam ją do prądu. Odwróciłam się w stronę białowłosego, który posłał mi spojrzenie pełne zdziwienia.
      - Z tego co wiem, prostownicą się prostuje włosy – powiedział marszcząc brwi.
      - Serio? – sarknęłam.
      - Przecież Ty masz te włosy proste jak drut.
      - Brawo, punkt za spostrzegawczość – powiedziałam do niego i uniosłam kciuki do góry. Lysander przyglądał się mi, jakbym była chora psychicznie. Zaśmiałam się, a następnie wzięłam kosmyk włosów i zwinnym ruchem prostownicy zakręciłam go od połowy w dół. Białowłosy otworzył szerzej oczy i podszedł, nadal przyglądając się moim poczynaniom. Zrobiłam to samo z drugim kosmykiem i kolejnym.
      - Mogę spróbować? – spytał się.
      - Nie, spalisz mi włosy – jęknęłam.
      - Proszę, będę uważał – zrobił minę szczeniaczka i nie potrafiłam mu odmówić. Wręczyłam Lysowi prostownicę i nagle usłyszałam jakąś piosnkę. Obejrzałam się za siebie i okazało się, że to Kastiel włączył muzykę na Lavim*. Posłałam mu gniewne spojrzenie, za to że rusza moje rzeczy bez pytania, ale on tylko wzruszył ramionami. Westchnęłam zrezygnowana i wytłumaczyłam jeszcze raz Lysandrowi jak zrobić loki. O dziwo, szło mu całkiem sprawnie i po trzydziestu minutach miałam już kręcone włosy.
      - Już? Koniec? – spytał ze smutkiem. Skinęłam twierdząco, a potem wskazałam głową na czerwonowłosego. – Kas, Kastiel, Kastieluś… - zaczął Lys, teatralnie zamykając i otwierając szczypce prostownicy.
      - Wybij to sobie z głowy, Lysuś – warknął, a na jego twarzy pojawił się grymas.
      - No proszę, zrobię Cię na bóstwo – powiedział białowłosy, posyłając Kastielowi błagające spojrzenie.
      - Już całkiem Cię pojebało – odpowiedział Kas, kładąc się na moim łóżku. Zaśmiałam się i zabrałam Lysandrowi urządzenie, po czym zaniosłam je do szafy. Wracając, wzięłam z półki kosmetyczkę i stanęłam przed wąskim, wysokim lustrem, które znajdowało się na ścianie, zaraz obok drzwi.
Nałożyłam na twarz trochę fluidu matującego, zrobiłam kreski eyelinerem i wytuszowałam rzęsy, a następnie nałożyłam trochę pudru na policzki.
      - Po co się tak stroisz? – usłyszałam zniecierpliwiony głos Kastiela.
      - Jak to, po co? – zdziwiłam się. – Przecież w Memoriesie będą pewnie jakieś ciacha – odpowiedziałam, posyłając mu szeroki uśmiech. Prychnął.
      - Nie zapędzaj się tak, kochaniutka. To, że idziesz z nami do czegoś cię zobowiązuje – powiedział Lys, lustrując mnie wzrokiem.
      - Tak, tak. Oczywiście – poklepałam go po plecach i stanęłam w drzwiach. – To co, idziemy?
      - Wreszcie – westchnął białowłosy, łapiąc mnie z rękę i ciągnąc na korytarz. Kastiel szedł za nami, powłócząc nogami. Włożyłam trampki i wychodząc z domu, krzyknęłam do Jun’a, że wrócę późno i żeby nie czekał na mnie z kolacją.

*Lavi - laptop Arivle, jakby ktoś nie pamiętał ;)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz