_______________________________________________________
Ubrana
w stare dresowe spodnie z dziurą na prawym kolanie, o wiele za dużą
bluzę starszego brata i słodkie czarno-białe kapcie w kształcie
główek kotków. Z włosami związanymi w niedbałego koczka,
kubkiem tak uwielbianego przeze mnie, jeszcze parującego mleka i
jakąś dobrą książką. Tak zapewne wyglądałabym, gdybym w ten
piątkowy wieczór została w domu. Jak bardzo się cieszę, że
jednak przyszłam na tę imprezę!
Piękny
nieznajomy trzymał mnie za dłoń i razem tanecznym krokiem
wkroczyliśmy na parkiet. Z głośników poleciała piosenka „Como
Estas”, a całe moje ciało, aż rwało się do tańca. Bez
zbędnych słów szatyn złapał mnie w talii i przyciągnął do
siebie. Zaskoczona jego śmiałością nie wiedziałam co robić, ale
już po chwili otrząsnęłam się i lewą rękę położyłam na
jego ramieniu, a prawą złapałam jego dłoń. Zrobiłam zwinnie
krok w tył, a już po chwili z niesamowitą, jak mi się wydawało,
gracją mknęliśmy po parkiecie. Z każdą sekundą coraz więcej
osób brało z nas przykład, więc nie było już takiej swobody jak
na początku. Postanowiłam nieco zmienić taktykę. Odsunęłam się
na krok od nieznajomego, wczuwając się w piosenkę. Zaczęłam
ruszać do rytmu biodrami i przebierać nogami. Szmaragdowooki widząc
co robię od razu poszedł w moje ślady. Musiałam przyznać, że
naprawdę nieźle tańczył. Posłałam mu szeroki uśmiech i stojąc
przy nim blisko, odwróciłam się tyłem. Zmysłowym ruchem ręki
przeczesałam swoje długie włosy i zakręciłam tyłkiem, schodząc
w dół, niemal zsuwając się po nogach chłopaka. Szybkim ruchem
podniosłam się, odwracając do niego przodem. Widząc jego
zaskoczone spojrzenie zaśmiałam się. Piosenka się kończyła.
Przejechałam palcem po jego ramieniu. Na twarzy chłopaka
dostrzegłam oszołomienie, które po chwili zmieniło się w
zadowolenie. Zostawiłam chłopaka w tłumie, a sama wróciłam do
stolika.
Usiadłam
obok przyjaciółki i chwyciłam szklankę z bursztynową cieczą.
Spojrzałam na moich towarzyszy. Kastiel i Lysander patrzyli na mnie,
jakbyśmy wszyscy brali udział w jakiejś bardzo niebezpiecznej
wojnie, a ja przeszłam na stronę wroga, tym samym zdradzając ich.
Natomiast Ad siedziała pełna entuzjazmu i po jej twarzy widziałam,
że już nie może się doczekać, aż opowiem jej wszystkie
szczegóły.
-
No, i? – zaczęła przyjaciółka.
-
No, i co? – zapytałam, jakbym nie wiedziała o co chodzi.
-
Nie udawaj głupiej – odparła zniecierpliwiona. – Jak ma na
imię? Gdzie mieszka? Czym się interesuje? Umówiliście się na
randkę?
Przyłożyłam
naczynie do ust i spoglądając na chłopaków upiłam łyk.
Rozmawiali zawzięcie, co miało być tylko przykrywką, bo co chwilę
ukradkiem zerkali w naszą stronę.
-
Nie wiem – odpowiedziałam w końcu, wyliczając na palcach
odpowiedzi na zadane pytania. – Nie wiem, nie wiem i… - zrobiłam
krótką przerwę. Spojrzenia chłopaków skierowały się na mnie,
tym samym utwierdzając mnie w przekonaniu, że dokładnie wiedzieli
o czym rozmawiamy. Zerknęłam na przyjaciółkę, która wlepiała
we mnie swoje wielkie oczy, wyczekując odpowiedzi. – Nie. –
Wstałam, odkładając szklankę na stół i poprawiając bluzkę.
-
Jak to, nie? – zapytała zdziwiona.
-
Po prostu. Nie wiem po raz który to powtórzę. Mam
chłopaka
Ad. Koniec tematu – odparłam i chwyciwszy wcześniej torebkę
ruszyłam do drzwi ze świecącym na różowo napisem „WC”.
***
„Musicie
bowiem wiedzieć, że dwa są sposoby prowadzenia walki: jeden –
prawem, drugi – siłą; pierwszy sposób jest ludzki, drugi
zwierzęcy, lecz ponieważ częstokroć pierwszy nie wystarcza,
wypada uciekać się do drugiego.” Słowa
napisane przez Niccolo Machiavellego dokładnie opisują sytuację,
którą zastałam po powrocie z toalety. Na podłodze leżała
stłuczona szklanka otoczona lepką cieczą. Jasper przetarł ręką
usta, z których leciała krew. Adriana stała przed moim chłopakiem
z wściekłością w oczach. Lysander przytrzymywał Kastiela za
ramię, ze stoickim spokojem coś mu tłumacząc. Czerwonowłosy miał
rozwalony łuk brwiowy, usta zaciśnięte w wąską linijkę, a z
jego oczu ciskały błyskawice.
-
Co tu się stało? – spytałam zakładając ręce pod piersiami.
Kastiel
prychnął, wyrwał ramię z uścisku przyjaciela i nie zaszczycając
mnie nawet spojrzeniem, udał się w stronę baru. Spojrzałam
zaskoczona na Lysandra, ale ten tylko spuścił głowę i usiadł na
kanapie. Adriana podeszła do mnie, ze zmarszczonymi brwiami.
-
Właśnie wszyscy widzą, że masz
chłopaka
– powiedziała mocno akcentując słowa „masz chłopaka”. –
Muszę lecieć. Na razie.
-
Ad, zaczekaj. Możesz mi wytłumaczyć, co tu zaszło?
Kiedy
przyjaciółka opowiedziała mi wszystko pożegnałam się z nią i
czując jak złość we mnie wzbiera podeszłam do Jaspera.
-
Idziemy – powiedziałam stanowczo i nie oglądając się za siebie
ruszyłam do wyjścia.
Zadrżałam,
czując chłodny powiew wiatru. Z zaciętą miną czekałam, aż
blondyn do mnie dojdzie.
-
Co Ty sobie do cholery wyobrażasz?! – ryknęłam na niego, kiedy
tylko znalazł się koło mnie.
-
Mówiłem, że możesz pożałować – odparł.
-
To, że jesteś moim chłopakiem, nie upoważnia cię do decydowania
o tym, jak mam żyć! – Miałam ochotę przywalić mu w tę słodką
buźkę. – Nie masz prawa wybierać mi przyjaciół, a co dopiero
krzywdzić którekolwiek z nich! Słyszysz?! Nie masz prawa! –
krzyczałam. Miałam gdzieś, czy ktoś może mnie usłyszeć. - A ty, masz prawo zachowywać się jak dziwka? – syknął, popychając mnie.
Poleciałam
wprost na ceglaną ścianę. Poczułam tępy ból w kręgosłupie.
Jęknęłam, pochylając się lekko. Jasper zrobił krok w moją
stronę i złapał za podbródek, tym samym zmuszając mnie bym
spojrzała mu w oczy. Starałam się ze wszystkich sił zapanować
nad łzami, które napłynęły mi do oczu. Nie miało znaczenia
teraz to, że się bałam. Wypełniała mnie wściekłość.
- Nie dotykaj mnie – wydukałam przez zaciśnięte zęby.
Podniosłam
się i ze wszystkich sił go odepchnęłam. Nie dało to zamierzonego
efektu, bo chłopak cofnął się tylko o krok i zezłościł jeszcze
bardziej. Podniósł rękę.- Nie dotykaj mnie – wydukałam przez zaciśnięte zęby.
- No uderz mnie! Pokaż jakim skurwysynem jesteś! – krzyknęłam, a łzy spłynęły mi po policzkach. Zamknęłam oczy czekając na cios, który nie nastąpił.
- Nie radziłbym. – Opanowany i stanowczy głos sprawił, że zaskoczona uniosłam powieki.
Mój piękny nieznajomy stał koło Jaspera, trzymając go za rękę. Za nim stało dwóch rosłych chłopaków, którzy pewnie byli gotowi interweniować, w razie gdyby blondyn rzucił się na ich kolegę. Jasper widząc, że nie miałby z nimi najmniejszych szans, splunął na ziemię i odszedł, klnąc pod nosem. Powiedziałam tylko ciche „dziękuję” i wróciłam do pomieszczenia, nawet się za siebie nie oglądając. Od razu skierowałam się do łazienki, by doprowadzić swoją twarz do porządku. Zrobiłam to w ekspresowym tempie i po chwili już szukałam wzrokiem Kastiela i Lysandra. Dostrzegłam ich przy barze, więc nie myśląc długo podeszłam do nich. Położyłam rękę na ramieniu jasnowłosego, a ten odwrócił się w moją stronę.
- Chcę już wrócić do domu – powiedziałam, starając się by głos mi nie zadrżał.
Lysander nic nie mówiąc, skinął głową i dopił swojego drinka. Szturchnął Kastiela i wskazał na mnie. Moje hebanowe tęczówki na moment spotkały się z orzechowymi oczami, z których nie mogłam, albo nie umiałam nic odczytać. Odwróciłam szybko wzrok i ruszyłam za Lysem, który podążał już w stronę wyjścia.
Droga do mojego domu strasznie mi się dłużyła. Szczególnie, że panowała między nami nieprzyjemna cisza. Ciążyło mi to strasznie i odetchnęłam z ulgą, kiedy tylko stanęliśmy wszyscy troje przed drzwiami mojego mieszkania.
Jak zwykle rozdział zarąbisty. Czekam z niedoczekaniem na następny:D
OdpowiedzUsuńPsychicznaJulka
Cudowny rozdzial jak zawsze ;**
OdpowiedzUsuń~Aga ^^
Czekam z niecierpliwością na ciiąg dalszy. Świetnie piszesz WENY WENY I WENY życzę :D
OdpowiedzUsuńPozdrowionka
Clary :P